Czy wiesz, że… Szczęście zaczyna się w garderobie?

 



Czytając ten tytuł widzisz oczami wyobraźni wielką garderobę jak w amerykańskich filmach, z 30 parami szpilek od Blahnika i Loubotina oraz ustawionymi na górze torebkami Hermes, oczywiście w porządku kolorystycznym. Yyyy nie. Nie o to chodziło. Wręcz przeciwnie, zakupoholizm i ciągła potrzeba kupowania nowych niezbędnych rzeczy nie ma nic wspólnego ze szczęściem a jedynie z rozładowywaniem ciągłego napięcia jakie się gromadzi w głowie osoby uzależnionej od zakupów. Szczęście jest w nas, jak to mówi Poppy z bajki The Trolls. Ubrania są tylko narzędziem by pomóc temu szczęściu wydobyć się na powierzchnię i zapanować nad naszym życiem. W dalszym ciągu nie oznacza to, że potrzebujesz sterty narzędzi. Potrzebujesz narzędzi odpowiednich. Tylko i wyłącznie. I wcale nie musi ich być dużo, wręcz nie powinno. Dlatego właśnie dzisiaj opowiem Wam jak i dlaczego budować szczęście w swojej garderobie…

 

Ale od początku. Jest na świecie taki profesor, który nazywa się Martin Seligman. Ostatnio był Zimbardo, więc dzisiaj będzie Seligman. I obiecuję, że będzie krócej 😉


Ten profesor w moim osobistym odczuciu odkrył clue psychologii i jej roli jaką powinna odgrywać w życiu każdego człowieka. Psychologia pozytywna, bo o niej mowa, wreszcie pozwala popatrzeć na to co w naszym życiu dzieje się dobrze, zamiast bezsensownie łatać i skupiać swoją energię na tym co jest źle. Profesor Seligman poprzez swoje badania nad szczęściem nadał kształt i formę słowom, które głosili wielcy mędrcy tego świata od tysięcy lat. Można wręcz powiedzieć, że zbadał czy ich życiowe mądrości są coś warte… No i okazuje się, że są! Jak można się domyślać potwierdził, że ani pieniądze, ani posiadanie, ani ilość znajomych nie są czynnikiem wpływającym na szczęście. Fakt mogą wpływać na nasze zadowolenie sytuacyjnie, ale to by było na tyle. Doszedł jednak do tego jakie czynniki składają się na nasze poczucie zadowolenia z życia. Pierwszym z nich są pozytywne odczucia, co brzmi bardzo oczywiście,ale… Ale same pozytywne odczucia szczęścia w życiu nie dadzą. Muszą się łączyć z innymi składowymi aby to nasze szczęście miało ręce i nogi. Drugim czynnikiem jest odczuwanie przepływu. Właściwie nie wiem jak Wam wytłumaczyć czym jest przepływ, ale ja to właśnie odczuwam gdy pracuję i teraz gdy piszę tego posta. Przepływ można powiedzieć, że jest wtedy gdy czas się dla Was zatrzymuje. Jesteście tu i teraz co daje Wam uczucie wewnętrznej harmonii, i nic więcej się nie liczy. Ja bym to tak właśnie nazwała. Trzecim i ostatnim czynnikiem jest odczuwanie znaczenia życia. Bez względu na religię, wiarę, filozofię jaką tłumaczycie sobie otaczający Was świat, sam fakt odczucia, że to ma sens,  że życie nie jest pustym czasem jest bardzo istotne dla poczucia szczęścia. Na “odczuwanie znaczenia” w życiu ma wpływ jeszcze jedna rzecz, która właściwie jest najważniejsza z tego wszystkiego. To niesienie dobra innym, dzielenie się nim, czyli tak zwana “Pozytywna interwencja” . Reasumując, bez względu na to jakie masz auto, jeśli w Twoim życiu przodują te trzy czynniki czujesz się szczęśliwy. Jednocześnie Seligman doszedł do bardzo ważnego wniosku, że załatanie życiowych dziur terapią nie sprawi, że człowiek będzie szczęśliwy. Ona jedynie zminimalizuje ból, lub go zneutralizuje. A co dalej?

 

Tak wiem, jak zwykle się rozpisuję… Jaki to ma związek z szafą? Zaraz do tego dojdę, spokojnie.

 

Więc skoro mamy to trzy składniowe szczęście to gdzieś tutaj musi być ukryte poczucie własnej wartości. No musi. Bo nie wierzę, że osoba o niskiej samoocenie, kompleksach jak kilimandżaro może być szczęśliwa. Nie może. Dlatego trzeba poszukać gdzie to się ukryło w teorii Seligmana.

 

Pierwszy składnik szczęście wg. Seligmana to pozytywne odczucia, czyli nic innego jak radość z małych rzeczy. I tutaj mamy trop. Otóż to czy w naszym życiu mamy pozytywne odczucia czy nie, nie zależy w ogóle od tego co nas spotyka, a od tego co do siebie dopuszczamy. To od nas i tylko od nas zależy, czy będziemy widzieć radość w ciepłym wiosennym wietrze, czy będziemy się irytować, że rozwiał nam grzywkę. Wszystko zależy od naszego nastawienia. Nie odkryłam tutaj ameryki, mam tego świadomość. Jednak jak to w rozkładaniu na czynniki pierwsze bywa, to jakie mamy nastawienie też wynika z dwóch czynników. Pierwszy, to nasze doświadczenia życiowe, a drugi to wiara w siebie. Wiadomo, że jedno od drugiego może być zależne ale nie musi. Nie będę zagłębiać się w doświadczenia życiowe i ich istotny wpływ na poszczególne aspekty naszego życia. Przyjrzyjmy się za to drugiemu czynnikowi. Wiara w siebie czy inaczej wiara we własne możliwości także zależy od kilku czynników. Jednym z głównych czynników budujących wiarę we własne możliwości jest samoocena, czyli najprościej mówiąc opinia jaką mamy na swój temat. Natomiast jednym z głównych filarów samooceny wg. Nathaniela Brandena, obok między innymi uczciwości czy także świadomego życia jest samoakceptacja. Samoakceptacja to nic innego jak kochanie siebie takiego jakim się jest. I nie chodzi tu tylko o to by akceptować swoje wady, ale przede wszystkim o to by mieć świadomość i wiarę we własne możliwości.  I tutaj się zatrzymamy.


Wróćmy teraz na chwilę do 3 składowej szczęścia Seligmana, czyli poczucia sensu życia. Dwóch psychologów, Roy Baumeister i Kathlee Vohs stworzyło swoją teorię na temat poczucia sensu życia. Według nich głównymi jego składnikami jest: potrzeba posiadania celu, potrzeba poczucia kontroli nad własnym życiem, potrzeba realizowania się i uwaga…potrzeba samoakceptacji! Tadam!

 

No więc jesteśmy w domu. Mamy niezbite dowody na to, że dwa na trzy czynniki składające się na poczucie szczęścia Seligmana wymagają samoakceptacji. Jeśli doszliście do tego momentu, a pewnie duża część się po drodze wykruszyła, to gratuluję! Już pewnie wiecie jaki będzie dalszy ciąg…A może nie?

Na samoakceptację oczywiście też wpływ ma wiele czynników,bo jak wiadomo każde drzewo będzie się rozgałęziać w nieskończoność 😀 Jednym z nich niezaprzeczalnie będzie akceptacja swojego ciała wraz ze wszystkimi jego kształtami. Jak już pisałam w poprzednich postach np.Tutaj , to jak wyglądamy ma gigantyczny wpływ na nasze życie a przede wszystkim na nas samych. To jak się ubieramy może zmienić nasze życie . A na naszą samoakceptację istotnie wpływa samoświadomość o której pisałam tutaj.

Samoświadomość to pierwszy krok pracy nad akceptacją swojego ciała. Kolejnym krokiem jest praca nad swoim wizerunkiem i nad swoim indywidualnym stylem. W efekcie finalnym otrzymujemy stan harmonii pomiędzy tym co wewnątrz i tym co na zewnątrz. Jest to idealny start do zaakceptowania siebie w innych sferach życia o czym wiedzą Ci, którzy czytali post „Kobieta w… biznesie”

 

Czyli okazuje się, że aby być szczęśliwym człowiekiem według Profesora Seligmana, swoją transformację należałoby zacząć od garderoby. Moje przemyślenia na koniec chciałabym przypieczętować jeszcze przypomnieniem o efektach projektu prof. Pine. Osoby biorące udział w Do Something Different, uzyskały znacząco wyższe wyniki w badaniach nad zadowoleniem z życia, w porównaniu do odpowiedzi, których udzieliły przed udziałem w projekcie.

 

Osobiście uważam, że praca nad swoim indywidualnym stylem czyli nad naszym wyglądem spójnym z naszą osobowością, powinna nie tyle być początkiem do zmian, ale ich systematycznym uzupełnieniem. Głównie dlatego, że jak już wspominałam nie raz, budowanie swojego indywidualnego wizerunku jest długim procesem. Osiąganie szczęścia Seligmanowego, że tak je nazwę, też jest długim procesem. Nie wiem jak wy, ale ja widzę tu synergię.

 

Więc jeśli ktoś Wam jeszcze raz powie, że ciuchy szczęścia nie dają, to odeślijcie go do mnie, ja mu to wszystko wytłumaczę. A Wam moi drodzy, wytrwali w czytaniu moich nocnych przemyśleń, życzę by droga do osiągania Platonowskiej eudajmonii prowadziła przez Wasze garderoby, a być może gdzieś na trasie się spotkamy.

 

P.S. Wyszło krócej niż ostatnio, jesteście ze mnie dumni?

 

  • Paulina Dudewicz Ksionek

    Dotrwałam! Tylko co ja mam zrobić jak 5 dni w tygodniu mam ochotę nosić stylowe dresiki, czyli wygodnie, a raz w tygodniu albo i rzadziej chcę sukienkę, której i tak nie zakładam bo wybieram „stylową wygodę”. Gdzie jest mój styl?! 😀

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Pytanie brzmi jak się czujesz w stylowych dresikach? Jeśli czujesz, że taka właśnie jesteś, w stylowych dresikach, to widocznie masz etap w swoim życiu kiedy stylowe dresiki są właśnie dla Ciebie 🙂 Gorzej jeśli stylowe dresiki sprawiają, że np. czujesz się mało atrakcyjna. Ale jeśli tak nie jest, to super!!! Good for you!

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      5! za dotrwanie 😀

  • Kawa i czekolada

    Prawda, że dużo zleży od naszego nastawienia … grunt to pozytywne nastawienie, czasem tylko trudno je utrzymać … ciuchy szczęścia nie dają ale humor poprawiają! 🙂

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      A no właśnie dają, a przynajmniej są istotną podwaliną do tego by otworzyć się na zrobienie kroku w kierunku szczęścia. Badania psychologiczne z przełomu ostatnich 100 lat nie pozostawiają co do tego wątpliwości 😉

  • Na szczęście człowieka składa się wiele aspektów, w tym także, co oczywiste, wygląd zewnętrzny, a poprzez niego, wygląd naszej garderoby. Czyli takie transformacje mają jak najbardziej sens. 🙂
    Bookendorfina

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      No właśnie nie takie oczywiste 🙂 Wiele ludzi bagatelizuje swój wygląd kierując się powszechnym podejściem, że zwracanie na to uwagi jest „puste” albo, że świadczy o braku wartości wyższych…A to bardzo błędne przekonanie. Tak jak najbardziej transformacje mają sens ale tylko pod warunkiem, że zajdą one nie tylko na zewnątrz ale także wewnątrz i razem to będzie hulać 🙂

  • Katarzyna Wojtyńska-Stahl

    I pomyśleć, że od jakiegoś czasu rozglądam się za fajnymi kaloszami, spodniami – ogrodniczkami i różnymi kurtkami przeciwdeszczowymi. Bez takiej garderoby nie mogłabym uprawiać ogrodu….

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      W fajnym ogrodowym outficie to aż miło nawet w deszczu uprawiać ogród 🙂

  • Ludzie się z tego podśmiewają, ale człowiekowi naprawdę przyjemniej się żyje, jak jest „dogadany” ze swoją garderobą. Są dni, gdy królują czernie i ćwieki, by następnego dnia królowała śnieżnobiała, elegancka bluzka. Nasze ciuchy są odzwierciedleniem naszego nastroju, klasy, gustów, nawyków oraz oczywiście ról społecznych jakie pełnimy. Kobieta będąc dobrze (wg siebie, bo potargany dres dla kogoś też może być „dobrze”, bo jest WYGODNY!) ubrana, sama dobrze się czuje 🙂

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Kwintesencja <3

    • Ubiór ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Ja mam taką zasadę, że jeśli jesteś ubrany „lepiej” niż reszta zgromadzonych to dalej czujesz się ok, ale jeśli przyjdziesz w t-shirt’cie, a znajomi w garniturach to już inna para kaloszy.

      Pozdrawiam!
      http://marekzarzycki.com

      • Ewa „Psychologia Stylu”

        Dokładnie tak jest, a to rzutuje na nasze możliwości intelektualne, zaburza percepcję itd. Ubiór jest niesamowicie istotny!

  • nicponwkuchni

    Ciekawa teoria, myślę że coś w tym jest! 🙂

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Dzięki 🙂

  • Przyznaję, że trochę się uśmiałam, kiedy w końcu wyciągnęłaś ten wniosek o ubraniach, bo przecież akceptacja ciała to nie tylko kwestia ubrań. Ale to też oczywiście. Więc dałaś mi do myślenia. A poza tym bardzo fajnie mi się czytało ten aktykuł. Dziękuję. 😊

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      😀 Przyznam szczerze, że robię to celowo. Akceptacja siebie czy Samoświadomość jest często poruszanym tematem, a jednak fakt, że ubrania są ich istotną częścią, jest pomijany. A coraz więcej badań wskazuje, że jest to dużo bardziej istotny aspekt niż się powszechnie uważa 🙂 Bardzo się cieszę, że fajnie się czytało. Pozdrawiam serdecznie!

  • Marlena Gębala

    Wszystko się zgadza 😀

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      🙂

  • Bardzo ciekawy wpis. I coś w tym jest, że często zmiany w życiu powinny również być odzwierciedlone zmianą garderoby i wyglądu (w końcu wiele kobiet w kluczowych momentach swojego życia decyduje sie na radykalną zmianę fryzury 😉 ) A co do rozpisywania się, ja też czasem mam z tym problem więc wiem jak to jest 😉

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Tak dokładnie 😀 Haha to miło,że ktoś rozumie, że tego nie da się zatrzymać 😛 Pozdrawiam!

  • Janina

    Przeczytałam jednym tchem! Świetny tekst 🙂

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Bardzo się cieszę 🙂

  • Ewa „Psychologia Stylu”

    Dlatego warto, pracować nad szafą systematycznie, wtedy ten proces skraca się do minimum. Ja mam wypisane wszystkie możliwe opcje i tylko wybieram, który zestaw tym razem 😀

  • Masz racje, czasami ubranie „daje” szczescie. Chociazby takie, ze zdejmuje z glowy ciezar „w co mam sie dzisiaj ubrac”. Jestem na poczatku budownia swojego wizerunku. Dlatego chyba mam problem ze stworzeniem mojej „capsule wardrobe” bo nie zawsze chce grac jedna role. Potrzebuje ubran „biurowych”, na wyjscie ze znajomymi, na wakacje i to jeszcze na kilka kaprysnych por roku. Nie daje rady miec 3 bluzek i jednej pary spodni. Natomiast staram sie po prostu planowac zakup garderoby tak, zeby duzo rzeczy do siebie pasowalo.

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Cześć 🙂 Pamiętaj, że capsule wardrobe nie oznacza, że musisz mieć jedną rolę. Możesz mieć kilka nurtów, chodzi o to by dopracować każdy z nich tak by jak najwięcej rzeczy ze sobą nawzajem pasowało. Chodzi o maksymalne ograniczenie ilości ubrań. Moja szafa przypomina szafę kapsułową. Mam w niej na prawdę bardzo mało ubrań, które praktycznie nawzajem do siebie pasują a jednak mam tam ubrania na wiele okazji 😉 Jedną z fajnych zasad podczas zakupów jest żeby rzecz Ci pasowała do min. 5 stylizacji i była na 3 pory roku lub na 3 okazje 😉 Wtedy ograniczasz ryzyko, że się nie wstrzelisz z czymś do minimum. Wiadomo do tego dochodzą jeszcze czynniki poboczne, ale to inna kwestia 😉 Pozdrawiam!

  • Agnieszka Koklicka

    dla mnie kompletowanie garderoby i wymyślanie stroju na dany dzień zdecydowanie jest synonimem szczęścia! chociaż na pare chwil 🙂 strój wyraża mój nastrój i moją osobowość, a co zabawne, każdego dnia potrafi byc zupełnie w innym stylu.. co do wspomnianej przez Ciebie wielkiej garderoby na początku wpisu, dla mnie taką idealną garderobą zawsze była i będzie garderoba Carrie Bradshaw z Seksu w wielkim mieście 😀

    • Ewa Jurczak

      Haha taak, garderoba Carrie to było marzenie każdej z nas! Bardzo fajnie, że umiesz się cieszyć ubieraniem. Pielęgnuj to 🙂 Wbrew pozorom nie każdemu dana jest ta umiejętność… Pozdrawiam!

  • Wewnętrzna harmonia jest dla mnie priorytetem <3

    • Ewa Jurczak

      A jak wiadomo wewnętrzna harmonia silnie koreluje z harmonią zewnętrzną 😉 Pozdrawiam!

  • Małgorzata Skiba

    3 razy tak. Ja czuję się dobrze jak wiem, że dobrze wylądam. Ba….im gorzej się czuję, tym bardziej się staram zadbać o siebie. O to z czystą przyjemnością mimo np.zmeczęnia jak ..po porodzie w szpitalu. Zobaczcie…kobiety do ślubu stroją się jak stróż w Boże Ciało ale juz w te najpiękniejsze dni swojego życia (dla mnie tak było) nie marzą o cudownej sukience;)

    • Małgorzata Skiba

      No więc jak to jest?

      • Ewa Jurczak

        Tak to prawda, ale nie do końca się zgodzę z tym porodem 😉 Właściwie wszystkie moje koleżanki, które są matkami szykowały się na porodówkę jak na wakacje, niektóre nawet podczas skurczy przepowiadających biegły się umalować 😀 Moja mama poszła włosy układać 😀 A ja sama 3 dni przed terminem biegałam po centrum handlowym w poszukiwaniu stanika do karmienia, który kolorystycznie będzie pasował do koszuli hahaha 🙂
        Natomiast mam dla Ciebie świetną wiadomość! Jeśli na gorsze samopoczucie reagujesz w taki sposób, że starasz się o siebie zadbać to znaczy, że nie masz tendencji autodestrukcyjnych, a Twój mózg włącza w ten sposób mechanizm obronny! 🙂 To w brew pozorom nie jest powszechne. Ludzie raczej mają tendencję do pogłębiania negatywnych stanów ubiorem. Oczywiście nieświadomie 😉 Ale faktycznie np. stan depresyjny bardzo łatwo zobaczyć w outficie. Pozdrawiam!

  • Kamil

    Moja garderoba nie jest zbyt obfita, ale w 100% współgra z moją osobowością 🙂 Nie trzeba mieć tony ciuchów, wystarczą TE, w których dobrze się czujemy 🙂

    • Ewa Jurczak

      Dokładnie! Ale co ciekawe, badania pokazują, że mechanizmy związane z wpływem ubrań na nasze stany psychiczne różnią się względem płci 😀 Jesteście troszkę bardziej odporni, ale to też sprawia, że łatwiej Wam przychodzi właśnie komponowanie garderoby zgodnej z Waszą osobowością 🙂 Pozdrawiam!

  • Podoba mi się to, w jaki sposób wytłumaczyłaś problem:)
    Ja również uważam, że to najczęściej małe rzeczy składają się na poczucie szczęścia; i to samo tyczy się ubrań 😉

    • Ewa Jurczak

      Bo właśnie małe rzeczy mają wielką moc 🙂

  • Karpacka Biel

    Ja jestem bardzo dumna, ale źródłem mojej dumy nie jest krótkość wpisu, lecz radość z możliwości jego przeczytania. Jak zawsze imponujący, merytorycznie zachwycający i pouczający, a co najważniejsze – zdrowy impuls do zasłuchania w samą siebie <3

    Droga do zaakceptowania własnej osoby jest trudna, niekiedy az zbyt wyboista, ale wydaje mi się, że własnie stopniowe docieranie do siebie, odkrywanie swoich potrzeb i zgoda na nie oraz z nimi jest kluczowa. Nie mam wątpliwości, że fundamentem naszego samopoczucia, naszej identyfikacji i komunikacji ze światem jest właśnie garderoba, będąca przecież odzwierciedleniem nas samych. Pamiętam siebie z czasów, kiedy chciałam się stopić z tłem, stać się niewidzialna. Teraz, stęskniona za kolorem i dziewczęcością, nie wstydzę się ich, a to z kolei uskrzydla mnie pewnością siebie 🙂

    Ewo, dziękuję za kolejny wspaniały, prowokujący do zmian wpis <3

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Ojej <3 Aż się chce pisać kolejne posty po takim komentarzu!
      Tak dokładnie i jest to zależność obustronna.. Garderoba odzwierciedla nasz stan ducha, ale także może na niego wpływać na wielu frontach. Natomiast akceptacja siebie a także samopoznawanie to proces. Ważne jest by być świadomym i słuchać siebie 😉 Pozdrawiam ciepło!

  • Ciekawe przemyślenia 🙂 I jak się chwilę zastanowić – faktycznie można dojść do takich wniosków 🙂

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Myślę, że każdy jak się chwilę zastanowi znajdzie przykłady w swoim życiu na tą teorię 🙂

  • Mi ciężko znaleźć ciuch w którym i dobrze bym się czuła i dobrze wyglądała. Najchętniej zmieniłabym swoją garderobę ale najpierw muszę coś zrobić z sobą 😀

    • Ewa Jurczak

      To jest najczęstsze błędne koło z jakim się spotykam w swojej pracy. Tak na prawdę łatwiej jest zrobić coś ze sobą jak zrobisz mniejszy szybszy krok w stronę dobrego samopoczucia. Jeśli mówisz o odchudzaniu, to nie raz już miałam sytuację, w której kobiety odkładały spotkanie ze mną, aż schudną. W końcu przychodziły zrezygnowane, bo nie mogły schudnąć, więc się poddawały i robiłyśmy szafę na stan obecny. Po kilku miesiącach dostawałam wiadomość, że musimy się znowu spotkać bo schudły i nie mają co na siebie włożyć 😀 łatwiej jest schudnąć, gdy się człowiek ze sobą dobrze czuje, a ubrania mają taką magiczną moc, że złudzeniem optycznym możemy się wyszczuplić o kilka kilo w kilka sekund 😀 Piszesz, że masz problem ze znalezieniem ubrań, w których będziesz się dobrze czuć i wyglądać. Nie przejmuj się, ten problem ma masa osób. To nie jest prosta sprawa, i zajmuje dużo czasu i energii. Gdyby tak nie było, ja nie miałabym pracy 😛 Najważniejsze jest zawsze by odnaleźć w tym siebie i nie kierować się bezmyślnie schematami jakie narzuca Ci Twoja sylwetka 🙂 Życzę powodzenia w poszukiwaniu swojego stylu!
      Ewa

  • Anna Mierzyńska

    Ja mam tak, że kiedy czuję, że się lubię i akceptuję, od razu we wszystkim lepiej wyglądam. oczywiście z mojej własnej perspektywy. Dlatego nie zgodziłabym się z Twoją tezą (choć wywód robi wrażenie!), że to ciuchy dają szczęście – w tych samych ciuchach mogę być szczęśliwa albo nie, w zależności od samoakceptacji właśnie. A Seligmana i Brandena czytam i bardzo cenię. 🙂

    • Ewa Jurczak

      Ależ oczywiście! 🙂 Badania pokazują, że jeśli dobrze się ze sobą czujemy i zakładamy ubrania, które lubimy to czujemy się ze sobą jeszcze lepiej , natomiast gdy czujemy się nieatrakcyjni i zakładamy ubrania, które nam się nie podobają i czujemy się w nich źle, to wzmagamy to samopoczucie . Nie chodzi o to by kupować ubrania, które sprawiają nam radość, ale ubierać się tak, by czuć się ze sobą dobrze. Wiele lat ubierania ludzi udowodniło mi, że te same ubrania w których się źle czuli można założyć tak, by poczuli się atrakcyjnie i ukryli mankamenty swojej figury, które im przeszkadzają. Jeśli lubisz kwestie psychologiczne, to polecam wpis o Samoświadomości. Piszę w nim między innymi o skrzywionym obrazie siebie, który można bardzo łatwo zacząć zmieniać poprzez złudzenie optyczne uzyskiwane ubraniami 🙂 Natomiast we wspomnianym wcześniej w komentarzu poście znajdziesz ok. 8 badań nad wpływem ubrań na poczucie własnej wartości, samoakceptacje czy zadowolenie z życia. Polecam! Są bardzo ciekawe 😉 Zwłaszcza projekt badawczy prof. Karen Pine, na prawdę warto przeczytać 🙂
      Pozdrawiam ciepło,
      Ewa