Czy wiesz, że… Ubranie może zmienić Twoje życie?

Czy wiesz dlaczego Serena Williams zawsze zakłada tą samą parę skarpetek przed turniejem? Czy wiesz dlaczego w LA grupa kobiet w średnim wieku przemierza co jakiś czas miasto w czerwonych kapeluszach? Czy wiesz co wspólnego z Twoją szafą ma Zimbardo?! Jeśli nie masz pojęcia o co mi chodzi, ale połączenie Sereny Williams z Zimbardo trochę Cię zaintrygowało, idź do kuchni, zrób kawę i usiądź wygodnie, opowiem Ci coś czego prawdopodobnie się nie spodziewasz…

Początkowo może to się wydawać absurdalne, ale psychologia wie o tym od dawna, tylko nie wiedzieć czemu traktuje ten niesamowity temat bardzo po macoszemu. Tak, to jak wyglądamy istotnie wpływa na nasze zachowanie. Dziś postaram się opisać to fantastyczne zjawisko i przytoczyć Wam jak najwięcej informacji na ten temat. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego mimo wszystko przyjemny i lekki post idealny do porannej kawy.
Zapraszam 🙂


Choć nie mówi się o tym zbyt wiele, to tematyka wpływu naszego wyglądu a w szczególności ubrań krąży po świecie psychologii już od przeszło 100 lat! Pierwszą osobą, która zaczęła wspominać o istocie ubrania na psyche, był William James. Uważał on, że ubiór człowieka jest esencją zmaterializowanego “ja”. Podkreślał takżę istotną rolę ubioru na nasze predyspozycje społeczne oraz rozwój duchowy. Uważał on ubiór do tego stopnia istotny, że stworzył swoją własną koncepcję “clothed self”. Struktura “Ja” Jamesa była trzy składniowa: ja społeczne, ja duchowe i ja materialne. Swoją koncepcję “clothed self” umiejscowił właśnie na czołowym miejscu ja materialnego. Co pokazuje jak istotny był według niego ubiór dla naszej osobowości. Zagłębiając się dalej w jego koncepcję dowiadujemy się, że każdy człowiek buduje relację z “powierzchnią swojego ciała”, która odgrywa ważną rolę podczas naszych życiowych doświadczeń.Ten temat nurtował go do tego stopnia, że rozłożył na czynniki pierwsze sposób noszenia poszczególnych części garderoby np. Umiejscowienie kapelusza na głowie! Nie muszę chyba dodawać, że podkreślał również, istotę porannej analizy ubioru. Często można znaleźć jego wypowiedzi, że nawyk ubierania jest dla żołnierzy, reszta ma przywilej podejmowania własnych decyzji.

Za pewne każdy z nas ma większą bądź mniejszą świadomość tego, że to jak wygląda może mieć na niego wpływ. Choćby z tego względu, że każdy ma jakieś swoje ulubione ubrania w których czuje się najlepiej, niektóre kobiety lubią zakładać sukienkę by poczuć się bardziej kobieco, mówi się, że jeśli potrzebujesz zmiany w życiu to zacznij od wizyty u fryzjera… Tak, tak to wszystko się zgadza, ale czy macie świadomość tego, że to co wisi w Waszej szafie może wręcz decydować o Waszym życiu? Nie, nie przesadzam. Usiądźcie wygodnie, postawcie kawę stabilnie i popatrzcie na swoją szafę… Bo po tym co przeczytacie już nigdy nie popatrzycie na nią w ten sposób. Bez względu na to jakie odczucia będziecie mieć do tych informacji, to sam fakt sprawi, że będziecie na ubrania patrzeć zupełnie inaczej 🙂
Za pewne większość z Was zna eksperyment Zimbardo, który przeprowadził na studentach w Stamford. Doszło do decyzji o takim trudnym eksperymencie na skutek badań poprzedzających, które wykazały, że ludzie ubrani w płaszcz i kaptur byli bardziej skłonni do zadawania krzywdy innym, niż osoby ubrane “normalnie”. To co Zimbardo odkrył bardzo go zaintrygowało i zmotywowało do kolejnych działań. Zaprosił on swoich studentów do kolejnego eksperymentu w którym część osób była ubrana w fartuchy laboratoryjne a część miała badże z imieniem i nazwiskiem. Następnie przeprowadził eksperyment, zbliżony charakterem do eksperymentu Millgrama. Wnioski były zaskakujące ale i przerażające… Osoby anonimowe były bardziej skłonne do zadawania bólu niż osoby posiadające badże z imieniem i nazwiskiem…Konsekwencją tych właśnie badań był jeden z najsłynniejszych eksperymentów psychologicznych na świecie, eksperymentu, który budzi duże kontrowersje po dzień dzisiejszy. Seria tych eksperymentów przyniosła ogromną wiedzę na temat psychiki człowieka, ale także wiele pytań na które profesor Zimbardo odpowiada po dzień dzisiejszy < sama miałam okazję być na jego wykładach, co było niesamowitym doświadczeniem, a pochwalę się 🙂 >, Wnioski, które wyciąga się z tego eksperymentu są bardzo rozległe, jednak to co dla nas dzisiaj jest istotne to fakt, że wcielając się w daną rolę przybieramy jej cechy, a sam Zimbardo podkreśla, że ubiór odegrał tutaj jedną z najistotniejszych ról. Wiem co teraz myślicie.. Okej, ale tu były warunki więzienne, wszystko bardzo realistyczne, więc strój był tylko dodatkiem i pewnie niewiele by zmienił jego brak. Być może. Ale ta informacja doprowadziła do kolejnych eksperymentów, gdzie np. kobietom zakładano strój pielęgniarek i okazywało się, że w momencie jego założenia stawały się bardziej zaangażowane w pomoc potrzebującym.

No dobra, ale co zakładanie mundurów czy przebieranie się za pielęgniarkę ma do mojej szafy? A no ma… Czytaj dalej 🙂
Te wszystkie badania zaczęły zwracać uwagę psychologów na odczucia ludzi pod wpływem tego co mają na sobie. Zaczęli się zastanawiać nad tym czy jest to tylko kwestia wcielania się w rolę czy temat jest bardziej powszechny niż im się do tej pory wydawało a może to się łączy…

A teraz zadanie dla osób, które były w szpitalu i miały na sobie ten uroczy strój szpitalny zanim dostali swoją wyczekaną piżamę. Pamiętacie to uczucie zawstydzenia, trochę zażenowania, speszenia, które czuliście mając na sobie to wdzianko? A pamiętacie tą ulgę, gdy dostarczono Wam Waszą piżamę? Jak myślicie jak wypadł by Wasz test na motywację czy poczucie własnej wartości przed szpitalem a potem w trakcie noszenia tego gustownego wdzianka? 🙂

Same widzicie, że nie trzeba przytaczać badań i być psychologiem, żeby dojść do takich wniosków. Ale i tak je przytoczę, bo są zaskakujące i pokazują, że tak ekstremalne sytuacje dyskomfortu wpływają na naszą ocenę świata. Brzmi nieprawdopodobnie ale tak właśnie się dzieje. Niesamowite, prawda?
Emily Balcetis i David Dunning z NYU postanowilo to sprawdzić przebierając grupę studentów za Carmen Mirandę a następnie przejść się przez przez Uniwersytet w środku dnia. Haczyk był jeden, część osób myślała, że sama dokonała tego wyboru, a część osób została postawiona przed faktem. Po “spacerze”, każda z tych osób została poproszona o określenie długości spaceru < każdy przebył tą samą drogę>, a następnie poproszono o określenie długości trasy przez osoby, które były ubrane normalnie. I co się okazało? Osoby, które zostały “przymuszone” do tego kompromitującego czynu, odbierały trasę jako znacznie dłuższą niż osoby, które zrobiły to z wyboru 😀 To badanie udowodniło, że ubiór, w którym możemy czuć się zażenowani albo skompromitowani w dużym stopniu wpływa na nasz dysonans poznawczy. Czyli najogólniej mówiąc, jeśli jesteśmy ubrani tak, że czujemy bardzo duży dyskomfort to wpływa istotnie na nasz odbiór świata zewnętrznego. Wnioski nasuwają się same. Skoro kompromitujący strój zaburza nasz odbiór przestrzeni to w jak dużym stopniu zaburzyłby wyniki testów np.na inteligencję, czy testy matematyczne…
A no właśnie, dlaczego by nie zbadać jak ludzie wypadają w testach matematycznych gdy są ubrani niekomfortowo… No oczywiście, że po takim badaniu jak Balcetis & Dunning aż się prosiło, o kolejny krok. No i jest!

Barbara Fredrickson pojechała po całości! Zrobiła eksperyment w którym ubrała ludzi w stroje kąpielowe a następnie posadziła ich na auli i kazała rozwiązać test matematyczny 😀 Oczywiście, żeby ten eksperyment miał ręce i nogi, kazała im wcześniej wypełnić ten test w ich standardowych ubraniach. No i wyszedł hit, bo oczywiście, że testy w strojach wyszły gorzej niż w ubraniu, ale… tylko w grupie kobiet 😀 Wyszły przy okazji inne fajne rzeczy,jak np.to, że postrzeganie swojej sexualności będąc w stroju się zmienia, ale znowu tylko u kobiet… Za pewne ten eksperyment pociągną za sobą kolejne, które miały rozwiązać zagadkę postrzegania swojej sexualności. Tak tylko przypuszczam, bo się już w to nie zagłębiałam. Interesował mnie tylko ten jeden wniosek. Wypadamy gorzej w testach jak jesteśmy półnago 😀 Czytając publikację z tego badania przypomniało mi się jak w trakcie sesji, część osób przychodziła na egzaminy ubrana elegancko, a część w dresach jakby przyjechali prosto po całonocnym ryciu do tegoż egzaminu. Ciekawe, której grupie lepiej szły egzaminy 😀

No dobra, ale my tu przytaczamy dziwaczne sytuacje, które w życiu realnym przecież nie mają miejsca, bo nikt nie biega z bananami na głowie po ulicach i nie idzie do biura w stroju kąpielowym.

Ok, to prawda, ale skoro te badania pokazują silną zależność, to ignorancją byłoby uznanie, że ubrania “normalne” nie mają żadnego wpływu. I tu wkraczają Hannover & Kuhnen, którzy zadali szereg pytań ludziom ubranym formalnie i ludziom ubranym casualowo. I co się okazało? Osoby ubrane formalnie były bardziej skłonne do przedstawiania siebie jako wyjątkowych strategów, o wysokiej inteligencji i profesjonalizmie…Tymczasem gdy byli ubrani casualowo już przedstawiali siebie mniej profesjonalnie a bardziej jako popełniających błędy, niezdarnych czy powolnych w wykonywaniu działań. Tu mnie naszła taka refleksja, czy casual friday w takim wypadku z perspektywy pracodawcy nie jest urywaniem samemu sobie z wydajności własnych pracowników? 🙂 A może kazać im co piątek zakładać pod to ubranie koszulkę z logo ulubionego superbohatera wtedy to się zrównoważy?
Nie to nie był żart…

Profesor Karen Pine, która zgłębia ten temat bardzo dokładnie, wpadła na taki właśnie pomysł i ubrała grupę swoich studentów w takie koszulki przed egzaminem. Dla bezpieczeństwa pozamykała w sali szczelnie okna 😀 Wyniki były zaskakujące grupa Superbohaterów uzyskała w testach średnią 72%, gdy tymczasem grupa kontrolna ubrana normalnie zdobyła zaledwie 64%. Jest to znacząca różnica. Także moje drogie do pracy pod koszule zakładamy tshirt z jakąś super bohaterką 😀
My tu śmiechy hihy, ale Serena Williams zawsze wychodzi na kort w tej samej parze skarpetek. Są piłkarze, który przed meczem zakładają na noc bokserki z logo przeciwnej drużyny… Oni znają ten efekt i pieczołowicie się go trzymają, więc może czas wziąć z nich przykład.

A teraz do rzeczy…

Ubrania mogą mieć na nas wpływ sytuacyjny bądź stały czasowo. Oznacza to tyle, że zakładając coś jednorazowo może się zmienić nasz, humor, postrzeganie siebie czy świata zewnętrznego, ale to już wszystko wiemy. Jednak gdy zaczniemy coś nosić systematycznie, to już zaczyna się robić wesoło, albo niewesoło. Zależy od tego co masz w szafie 😉

Studenci Karen Pine zainspirowani poszli tym tropem dalej. Zebrali grupę ludzi, którym zrobili zdjęcia a następnie zadali im szereg pytań. Dzięki tym badaniom dowiedzieliśmy się, że kobiety 10x częściej zakładają ulubioną sukienkę gdy są szczęśliwe, po to by czuć się jeszcze szczęśliwsze. Logiczne prawda?

Masuch & Hefferon zagłębili się w związek pomiędzy stanem zadowolenia a ubiorem. Ich badania wykazały, że osoby o niskim zadowoleniu, posiadające stany depresyjne zakładają ubrania, w których mogą się ukryć, które współgrają z ich stanem ducha na obecny moment. Natomiast osoby, które należały do zadowolonych z życia wykazały gigantyczne zainteresowanie swoim ubiorem. Zarówno jedna jak i druga grupa charakteryzowała to zjawisko tak samo. Ubiór miał być dla nich przypieczętowaniem ich stanu psychicznego. Zatrzymując się dłużej nad tymi informacjami, łatwo dojść do wniosku, że jest to samonapędzająca się machina czujemy się źle, ubieramy się tak by się w tym utwierdzić, więc czujemy się jeszcze gorzej, a co za tym idzie zakorzeniamy to samopoczucie w sobie jeszcze bardziej. I w drugą stronę. Budzimy się radośni i pełni życia, ubieramy ulubione ubrania, które nas jeszcze bardziej pobudzają, a endorfiny szaleją… Chyba nie trzeba dodawać jaki jest efekt w obu przypadkach po dłuższym czasie takich zależności.

To badanie rzuciło światło dzienne w trochę inną stronę. Uświadomiło mi, że tak jak w każdej innej dziedzinie życia, tak i w szafie rządzą rytuały. Człowiek jest istotą uzależnioną od przyzwyczajenia. Mówi się o tym wszędzie tylko różnie nazywa. Każdy coach dudni, że aby wprowadzić zmiany w swoim życiu musisz wyjść poza swoją strefę komfortu, psychologia sprzedaży skupia się na rytuałach zakupowych poszczególnych grup docelowych, terapie behawioralne skupiają się na zmianie nawyków. No wiem, ja tu wyjeżdżam z terapią i psychologią sprzedaży… ale czy przypadkiem nie wstajesz rano i… idziesz do kuchni, robisz kawę zawsze w tym samym kubku < Twoim ulubionym>  i na spokojnie przeglądasz co tam na insta nowego. A może każdego dnia gdy wracasz z pracy wchodzisz do cukierni i kupujesz to samo ciastko <Twoje ulubione>, wchodzisz do domu, wskakujesz w dres, robisz herbatę i włączasz ulubiony serial.Czy to przypadkiem nie są Twoje małe rytuały? Oczywiście nie ma w tym nic złego, sama wręcz mam hopla na punkcie ich pielęgnowania i celebrowania. Jednak gdzieś musi być granica. Często zatracamy tą granicę na rzecz poczucia bezpieczeństwa. Wybieramy zawsze te same ubrania bo mają bezpieczny kolor albo fason. Tak jest wygodniej. Nie będę tutaj teraz robić wykładu o wyjściu poza stręfę komfortu, bo na bank połowa z Was już ma dość tego tekstu 😛 Chodzi mi o to, że o tyle co nasze małe rytuały są super, o tyle super jest też wprowadzanie w swoje życie nowości. Często te małe nowości mogą stać się super rytuałem, a czasem nawet zmienić nasze życie. Jeśli weźmiemy do kupy te wszystkie informacje, które Wam tu wypisałam, to szybko same dojdziecie do wniosku, że jedna nowa rzecz w Waszej szafie może wprowadzić niezłą rewolucję w Waszym życiu. Profesor Pine opowiada w swojej książce “Mind what you wear” historię swojej koleżanki, której świat stanął na głowie dzięki kapeluszowi. Kapeluszowi, który kupiła pod wpływem emocji. Nie była ona trendsetterką, ani szafiarką. Była zwykłą, przeciętną kobietą, która stała na progu zmian w swoim życiu. Przeciętną to jest dobre słowo, bo dokładnie tak się czuła. No i kupiła ten kapelusz zupełnie przypadkiem. I gdy wyszła w nim na ulicę poczuła się wyjątkowa, poczuła się bardziej zmysłowa i tajemnicza. Działo się tak za każdym razem gdy go zakładała. Z czasem te cechy zakorzeniły się w niej tak bardzo, że nie musiała zakładać kapelusza. Po kapeluszu pojawiły się w jej szafie kolejne bardziej odważne ubrania a ona sama poczuła się bardziej atrakcyjna, z szarej myszki zamieniła się w roześmianą pełną sexapilu duszę towarzystwa. Zaszła w niej niesamowita transformacja. Gdy spytacie jej co zmieniło jej życie, Odpowiedź będzie prosta: Kapelusz. A że życie lubi sprzyjać takim akcjom, to pewnego dnia poszła do znajomych w swoim kapeluszu, który zdjęła i położyła w przedpokoju. I przyszedł on < tutaj zaczyna się robić jak w komedii romantycznej 😀 > zobaczył w przedpokoju kapelusz, który zaintrygował go na tyle, że musiał poznać jego właścicielkę. Ciąg dalszy znacie. Pewnie historia została podkręcona na potrzeby książki, ale musiałabyć na tyle wiarygodna, że profesor Pine rozpoczęła swoją pracę nad tą dziedziną a następnie zawarła ją w swojej książce.

Drugim fantastycznym przykładem na to jak życie może zmienić kapelusz jest stowarzyszenie Red Hat Society. Jest to grupa kobiet w podeszłym wieku, które spotykają się co jakiś czas w Los Angeles ubrana w fioletowe suknie i czerwone kapelusze. Spotykają się w miejscach publicznych, lub organizują bankiety. Wszystkie jednogłośnie mogą Wam potwierdzić, te kapelusze zmieniły ich życie! Nadały im sens, dały motywacje by wyjść z domu, by poczuć się znowu młode i atrakcyjne. I nie chodzi o same spotkania i bankiety. W każdym mieście są organizowane atrakcji dla starszych osób, są bale, są zajęcia i pewnie wiele osób uczęszczających na nie mogłoby powiedzieć to samo. Jednak geneza tej organizacji mówi sama za siebie. Zaczęło się od jednej kobiety która dostała od przyjaciółki na 60 urodziny czerwony kapelusz. Jak pewnie się domyślacie, ten kapelusz sprawił, że znów poczuła się atrakcyjna i młodsza. To uczucie było tak intensywne, że postanowiła kupować czerwony kapelusz na 60 urodziny każdej swojej przyjaciółce. Ta tradycja rozrosła się w tempie błyskawicznym na całe Stany.

Ale wróćmy do przyzwyczajeń i badań. Pod dowodzeniem Karen Pine, na bazie kolejnych badań nad wpływem ubrań na nasze życie, powstał niezwykły program o nazwie “Do something different”. Polega on na tym, że dana osoba codziennie przez dwa tygodnie dostaje jakieś ubraniowe wyzwanie np. “ Ubierz dzisiaj coś w kolorze, zielonym” albo “ Załóż coś, co leży w Twojej szafie od lat, ale nigdy nie miałaś odwagi tego założyć” itd. Przed i po jest badany poziom zadowolenia z życia i humor. Program odnotował znaczące spadki negatywnych emocji oraz intensywny wzrost zadowolenia z życia po zakończeniu programu. Jest to namacalny dowód na to, że przełamanie swoich ubraniowych przyzwyczajeń, eksperymentowanie oraz przykładanie większej uwagi do tego co na siebie zakładamy ma odbicie na wszystkich innych aspektach naszego życia.

Jest wiele pytań na które nie znamy odpowiedzi, jest też wiele pytań jeszcze nawet nie zadanych. Psychologia mody jest dziedziną, która dopiero się krystalizuje i tak naprawdę na świecie zajmuje się nią tylko kilka osób. Mimo to, można uznać, że istota już została udowodniona, gdyż tak duża ilość dowodów wskazujących na istotną rolę ubrań w naszym życiu jest wręcz niezaprzeczalna.

No wiem, nie wyszedł wcale z tego lekki post do porannej kawy w niedzielę, a psychologiczna miazga pełna eksperymentów, nazwisk, wniosków… Mam świadomość, że przegięłam, ale wydaje mi się, że gdybym nie przytoczyła tego wszystkiego, to ciężko byłoby mi pokazać jak bardzo istotna jest to sprawa. Jednak jeśli udało Wam się dojść do końca to przybijam Wam 5!

P.S. Jeśli kogoś interesuje bibliografia tego posta to zapraszam na priv, chętnie się podzielę 🙂

  • Świetny tekst! Daje do myślenia 😉

    • Ewa

      Bardzo się cieszę 🙂

  • Ja mam taką magiczną, ostro różową szminkę (czasem pokazuję sie w niej na insta story). I w tej szmince jest jakaś neisaowita moc. Jak widze sie w niej to automatycznie zaczynam sie usmiechac – bo to jest taka szminka do usmiechania. Do tego jestem bardziej pewna siebie i jakas taka wyprostowana. nie wiem jak to inaczej opisac – ale ta szminka robi ze mna dziwne rzeczy 😉

    • Ewa

      No bo Twoja szminka zrobiła z Tobą to, co ten kapelusz z przyjaciółką prof. Pine! To jest takie fantastyczne, że tak na prawdę nie trzeba być psychologiem i czytać publikacji badawczych, żeby zaobserwować w swoim własnym życiu ten mechanizm. Super, że to napisałaś, dzięki 🙂

  • I na mnie moje ubrania wpływają – mam tego świadomość! Dlatego systematycznie ogarniam szafę, by mieć kontrolę nad ubraniami. ZOstawiam tylko to, co lubię, w czym czuję się dobrze 🙂

    • Ewa

      A zdarza Ci się eksperymentować? Czy raczej trzymasz się swojej „strefy komfortu” 😛 ? Prof. Pine właśnie teraz prowadzi program badawczy, w którym sprawdza ten kolejny krok czyli co się dzieje, gdy ubierzemy się trochę ” na przekór” 🙂

      • Raczej rzadko – znam swój styl i chyba szkoda mi czasu na eksperymenty. Tym bardziej, że przeważnie i tak kończą się one szybką zmianą ubioru przed samym wyjściem, wyrzutami sumienia, że wydałam pieniądze na coś, w czym i tak chodzić nie będę, i przeważnie wystawianiem kolejnych aukcji na Allegro – bo przecież jakoś muszę się tego pozbyć z szafy 😀
        Tak naprawdę ja w ogóle rzadko coś kupuję, tym bardziej w „normalnych” sklepach. Gdy przeglądam zawartość szafy, widzę nawet ubrania kupione jeszcze w gimnazjum (a teraz jestem już 4 lata po magisterce!)

  • może nie jest to lekki wpis do porannej kawy, ale i tak przyjemnie mi się go czytało i wiele wyniosłam z Twojego artykułu.

    • Ewa

      Taak, wiem, ale musiałam dowalić. Bo to jest trochę tak, że jak zaczęłam pisać, to mi się wydawało, że te wszystkie badania są piekielnie ważne 😛 Następne posty z serii psyche postaram się robić lżejsze. Nie mniej jednak bardzo się cieszę, że ta wiedza się komuś przydaje 🙂 Pozdrawiam

  • Joanna Kaczmarek

    Poruszyłaś ciekawy temat, często sposób w jaki się ubieramy wpływa na nasze samopoczucie i postrzeganie nas przez innych. Ja ogromną różnicę poczułam po wizycie u kolorystki. Dzięki temu nie boję się odważnych połączeń i kolorów, a i humor w odważnych barwach jest jakiś lepszy 🙂

    • Ewa

      Tak, ale to są dwie zupełnie odrębne kwestie. To jak się w czymś czujemy a to jak jesteśmy postrzegani 😉 Właśnie jestem na etapie gromadzenia badań w kontekście tego jak jesteśmy odbierani, ale o tym za jakiś czas. Tak, wizyta u kolorystki to fajny krok, zwłaszcza na wiosnę 😉

  • Zdecydowanie to co mam na sobie wpływa na to jak się czuję…

  • Na pewno to, w jaki sposób się ubieramy ma znaczenia dla naszego samopoczucia, ale nie przeceniałbym roli ubrań. Rola innych ludzi jest dużo ważniejsza 🙂

    • Ewa

      Tak, to się zgadza, wpływ na nasze samopoczucie czy poczucie własnej wartości ma bardzo wiele czynników jak środowisko, wychowanie czy poczucie akceptacji w grupie. Chodzi o to, że bardzo długo ta rola była niedoceniana, albo raczej doceniana przez niewielu. A powinna być traktowana równorzędnie wśród innych aspektów psychologicznych. Skoro sam William James tak uważał, to ciężko jest podważać przekonania tak silnego autorytetu.

  • Ubrania, które nosimy, wpływają na nasze samopoczucie. Nasze samopoczucie wpływa na naszą odwagę i produktywność w pracy. Nasza produktywność i determinacja wpływają na nasze wyniki. Widzę więc korelację 🙂

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Tak dokładnie 🙂 A na dłuższą skalę to zjawisko nie ma możliwości żeby nie odbiło się na nas trwale. To przecież jest takie logiczne 😀

  • Na pewno dobrze dobrane mogą poprawić nasze samopoczucie i pewność siebie 🙂

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Dokładnie! A jak popatrzy się na to jako na zjawisko dłuższe czasowo, które się systematycznie powtarza, to nie ma opcji żeby się to w nas nie zakorzeniło 🙂

  • Sprawdziłam to na sobie. Ludzie inaczej reagują, inaczej postrzegają nas w zależności od stroju. My także inaczej się prezentujemy

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      A ja tu nie mówię nic o tym jak jesteśmy postrzegani tylko o tym co się dzieje z naszą psychiką pod wpływem ubrania 😉

  • Ewo, świetny artykuł!
    Nie dalej jak wczoraj uznałam, że moja szafa po zimie pasuje do mnie jedynie w 1/4 😉
    Ileż musiałabym zainwestować, by mieć teraz taką garderobę, na jaką się czuję 😀
    Wiosna!
    Ech…
    Pozdrawiam serdecznie

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Haha no tak, zawsze jest ten problem 😀 Ale pięknie to nazwałaś – mieć garderobę na jaką się czuję. Moja rada jest taka: wyciągnij z niej tylko te rzeczy, które lubisz a potem je ze sobą pozestawiaj, a następnie zrób listę tego czego Ci w niej brakuje by w pełni wykorzystać te ubrania które lubisz najbardziej. Za miesiąc weź tą listę do ręki i zastanów się czego z niej najbardziej potrzebujesz i na spokojnie zacznij tego szukać. Szafa na jaką się czujemy to proces, który trwa. Nigdy nie jest tak, że musimy kupić wszystko co czujemy, nawet nie powinno tak się robić, bo byłoby to pod wpływem emocji, a dobrze skonstruowana szafa jest efektem czasu i odpowiednio podejmowanych, przemyślanych kroków 🙂 Miłego wtorku!

  • Karpacka Biel

    Ewo, z zapartym tchem przeczytałam (czy raczej wchłonęłam w siebie;) cały post i jestem pod wrażeniem Twojej skrupulatności, profesjonalizmu i trafności spostrzeżeń zakotwiczonych na solidnym merytorycznym zapleczu. Jestem Ci niezmiernie wdzięczna za to, że mogłam zapoznać się z tak interesującymi koncepcjami, tym bardziej, że znalazłam w nich odzwierciedlenie wielu własnych działań i uczuć.

    Chciałabym także pogratulować Ci wykładów z profesorem Zimbardo! To imponujące i z pewnościąubogacające doświadczenie.
    Jeżeli miałabym odnieść do siebie konkretne wskazówki – koszulka z superbohaterem jako impuls do czynu – najskuteczniejsza! Stosuję ten sposób od niedawna, zupełnie nieświadomie – aż do dziś – i rzeczywiście, mam wówczas więcej energii, czuję się niepokonana (nazajutrz dzień wyzwań, więc koszulka idzie na mnie do pracy:). Z kolei kiedy zakładam koszule z fontaziem, dopasowane ołówkowe spódnice czy sukienki – noszę głowę wyżej i spoglądam śmielej. Nauczyłam sie też z biegiem lat przyzwalać sobie na zachowawczość przełamaną jakimś szalonym akcesorium, dzięki czemu czuję się sobą ubraną, a nie jak dawniej – ekscentrycznie przebraną zagubioną owieczką 🙂

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      O mamo! Dla takich komentarzy warto było pisać ten post kilka tygodni… Dziękuję, najpiękniej jak potrafię. Jest mi ogromnie miło, aż nie wiem co odpisać 🙂 Bardzo się cieszę, że mogę kolekcjonować takie świadectwa dookoła siebie. Dziękuję za ten komentarz, to dla mnie bardzo wiele znaczy. Pozdrawiam serdecznie!

  • ubiór człowieka jest esencją zmaterializowanego “ja” – nic dodać, nić ująć 🙂

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Tak to jest clue wszystkiego, fakt 😀

  • Pingback: Psychologia Stylu » Czy wiesz, że… Szczęście zaczyna się w garderobie?()

  • Paulina Dudewicz Ksionek

    Przyznaję się, że jestem w tej części grupy, która przyjeżdża na egzaminy w PRAWIE dresie. Na swoją obronę mogę powiedzieć, że niewygodne ubrania są dla mnie naprawdę niewygodne i odczuwanie tej niewygodny jest ogromnym dyskomfortem i nie potrafię się wtedy koncentrować, myślę tylko o przebraniu się. 😉

    • Ewa „Psychologia Stylu”

      Ale wiesz, jeśli w tych dresach Ci się dobrze pisało egzamin, to najważniejsze. Widocznie masz zakorzenione inne schematy, albo masz na odwrót, skoro niewygodne ubrania wprowadzają aż tak silny dyskomfort. Ciekawy kejs do analizy ;))

  • Uff dotarłam do końca! Ale była to przyjemność – bardzo zainteresował mnie tekst i badania, które przytaczasz. Brawo! Moja szafa wymaga nieco aktualizacji, teraz wiem, że koniecznie muszę kupić coś zjawiskowego 😀