Blog

Wszystko, czego nie wiecie o… zimowej garderobie

Minęła jesień, tak szybko, że jej nie zauważyliśmy.Chwilę później zostaliśmy wciągnięci w wir przez ducha Świąt Bożego Narodzenia, a zaraz po nich Sylwestrowe szaleństwo. A teraz jak już otrzepaliśmy się z konfetti i wróciły nam zmysły na miejsce to tak sobie stoimy, przytupujemy i rozglądamy się za kolejnymi atrakcjami, które odwrócą naszą uwagę od zimna za oknem i braku naturalnej dopaminy ze słońca. No a tu kicha. Do wiosny daleko bo się jeszcze zima nawet nie rozpędziła, świąt na horyzoncie żadnych i emocje nam opadają. Styczeń jeszcze jakoś przeżyjemy na grudniowym rozruchu, ale co dalej? W Lutym raczej wiosny nie przywitamy…I tu do akcji wkraczają ubrania…ale zdecydowanie nie te białe ! W szafie już wiosnę witać możecie, bo czemu nie?! Ba! Nawet powinniście, bo wiosna to tak na prawdę stan umysłu. Jeśli jednak wiosny w szafie nie czujecie to podpowiem Wam jak skonstruować swoją szafę, aby nie czuć zimna, pobudzać produkcję dopaminy ubraniem i nie dać się wciągnąć w przedwiosenny stan depresyjny. No tak, bo to nie jesień a właśnie przedwiośnie jest okresem, kiedy wysiadają nam baterie. Zwłaszcza jeśli w kwietniu potrafi spaść śnieg.
Ale do rzeczy. Jest kilka sprawdzonych i zbadanych przez psychologię mody sposobów jak utrzymać swój organizm w dobrym samopoczuciu gdy aura na zewnątrz robi wszystko by to zepsuć.

1. W czerwonej bieliźnie będzie nam ciepło.

Właściwie nie tylko w bieliźnie, ale we wszystkim co na siebie założymy w czerwonym kolorze. Dzieje się tak ponieważ kolor czerwony podnosi ciśnienie. Ale dlaczego w bieliźnie? Przecież bielizny nie widzimy. A nie prawda! Nasz mozg to taka sprytna bestia, która wszystko koduje. Czy tego chcemy czy nie chcemy. A więc jak sobie zakoduje, że ma na sobie czerwony kolor to w podświadomości będzie o nim pamiętać. Silniejszy efekt uzyskamy oczywiście zakładając czerwony sweter, który sam w sobie już grzeje. Jednak nie każdy lubi nosić czerwień, często do pracy nawet nie możemy jej nosić, więc bielizna nam pomoże to zastąpić. Innymi rozgrzewającymi kolorami są pomarańczowy czy amarantowy. Nie mówiąc już o kombo rozgrzaniu jakie dają bardzo modne zestawienia różowy z pomarańczem albo czerwienią!

 

 

2. Czerwona szminka doda Ci energii.
Właściwie z tego samego powodu co czerwona bielizna rozgrzeje. Jednak w tym okresie bardziej niż w każdym innym powinniśmy zwrócić uwagę na swój makijaż. Makijaż ma gigantyczną siłę o czym wiedzą uczestniczki mojego warsztatu z psychologii makijażu. Jego siła przydaję się bardzo właśnie miedzy innymi gdy musimy stawić czoła „depresjogennej” aurze przedwiośnia. Warto wtedy robić wzmacniającą swoje poczucie wartości kreskę na oku, zwrócić większą uwagę na budujące nasze społeczne zaufanie rzęsy czy właśnie energetyzować się soczystymi kolorami szminek i paznokci.

 

 

3. Ubraniowa dopamina w kombo dawce.

Badania wykazują że ubrania mogą wyzwalać w organizmie produkcję dopaminy, czyli najogólniej mówiąc hormon szczęścia.
Powstało nawet takie określenie jak dopamine dressing określające właśnie sposób ubierania się, który wspomaga produkcję tego neuroprzekaźnika. Jego najważniejszymi składowymi jest przede wszystkim kolorystyka pojawiająca się w ciekawych printach zestawianych ze sobą w nietuzinkowy sposób. Taka konfiguracja działa pobudzająco nie tylko na mózg noszącego ale także i otoczenia! Oto kilka przykładów:

4. Ciepło nie znaczy brzydko.
Często jest tak, że nawet jak chcemy zadbać o szafę w okresie zimowym to potem okazuje się, że nie mamy butów, które dopełnią stylizacji, bo biegamy w takich, w których jest nam ciepło. Urok całej dopracowanej stylizacji pryska, gdy zakładamy na nią kurtkę z Nort Face’a. Dlatego podstawowym krokiem jest znalezienie idealnych butów i płaszcza/ kurtki, która będzie nas nie tylko grzać ale przede wszystkim będzie nam się podobać. Wtedy przeciągająca się w nieskończoność zima będzie bardziej znośna a myśl „nie mogę już patrzeć na tą kurtkę, jak przyjdzie wiosna to ją spalę” nie będzie już nas nękać . O to kilka przykładów jak wybrnąć z tej sytuacji. Moim osobistym hitem są buty za kolano, w których jest mi ciepło jak w spodniach narciarskich, mimo cienkiej podeszwy…i 8cm szpilki . Co nie oznacza, że trzeba biegać „jak z żurnala”. Można wybrać fajny płaszcz i super ciepłe buty, albo na odwrót…albo ograć wszystko dodatkami 🙂

 

5. Błękitny płaszcz zostaw na cieple dni.
Jak każdy kij i ten ma dwa końce. Jeśli są kolory, które mogą nas rozgrzać to mogą też nas chłodzić dlatego dwa razy zastanówcie się czy dobrym pomysłem jest kupowanie błękitnego płaszcza albo białych butów, gdy znowu zapowiadają zimę stulecia.

Życzę Wam dopaminergicznych szaf i wiosny w głowie!
Ewa

Czy wiesz, że schematy siedzą w szafie?

 


Od pewnego czasu, w mojej głowie kręci się spirala myśli związanych z mechanizmami psychologicznymi jakie opanowały nasze szafy. Wiele z nich zostało już nazwanych, jeszcze więcej czeka na swój moment. Niby każdy z nas jest inny, każdy chce być inny i to jest super. Z drugiej jednak strony, to co wydawałoby się, że powinno nas różnić w rzeczywistości jest wspólnym mianownikiem dla każdej szafy. Bez względu czy są w niej same szare t-shirty czy kolekcja torebek od Hermes. Tym mianownikiem są schematy, którymi kierujemy się za każdym razem, gdy otwieramy rano szafę i za każdym razem gdy idziemy do sklepu z ubraniami.

Jakiś czas temu podczas typowej prasówki do porannej kawy, trafiłam na eksperyment przeprowadzony przez pewne małżeństwo w USA. Chcieli oni bowiem, sprawdzić jak na nich zadziała efekt Zuckerberga. Dla niewtajemniczonych, Zuckerberg oprócz tego, że  słynie z Facebooka, to słynie także z tego, że zneutralizował problem, który przez Jamesa Williamsa był określany jako “najważniejsza decyzja jaką  podejmujemy każdego dnia!”. Mowa oczywiście o jego outficie, który stał się już tak kultowy jak czarne golfy Steve’a Jobs’a. Mark faktycznie zapanował nad swoją szafą w sposób wręcz perfekcyjny, chociaż można by uważać, że wpadł on w spiralę nawyku. Niekoniecznie, moi drodzy. Zaraz Wam wytłumaczę wszystko krok po kroku. Założenie jego było takie, by cała szafa opierała się na jednym powielanym w nieskończoność outficie, który usunie z jego życia ubraniowe rozterki. Dlatego też oparł całą swoją szafę na szarym tshircie. I do tego momentu się wszystko zgadza. Jednak dalszy ciąg jest przez wszystkich błędnie odczytywany. Strój, który powielił był w JEGO ocenie wygodny, praktyczny, sprawdzony i… czuł się w nim komfortowo! A więc, stworzył on zestaw, który nie wpływał w negatywny sposób na jego produktywność i efektywność czy poczucie własnej wartości. Powstał set, który był spójny z jego wizerunkiem wewnętrznym jaki sobie świadomie bądź nie zbudował. Ten sam mechanizm poprowadził Steve’a Jobsa w stronę czarnych golfów. A więc nie sama “szara koszulka” jest złotym rozwiązaniem, a stworzenie outfitu, który przynajmniej będzie w naszym osobistym odczuciu neutralnie na nas wpływał.I zdecydowanie w większości przypadków nie będzie to szary tshirt, co niechcący udowodniły osoby biorące udział w Zuckerberg Challenge. Ci, dla których szary tshirt i jeansy będą spójne z ich wizerunkiem wewnętrznym będą się czuć w tym zestawie świetnie i faktycznie ma on możliwość zneutralizować problem codziennych zmagań z doborem outfitu. Jednak dla tych, których wizerunek wewnętrzny odbiega od basicowego zestawu i opiera się na wyglądzie wysyłającym jakiś indywidualny sygnał w świat, noszenie “neutralizującego problem” outfitu szybko może stać się bardzo męczące, a w dłuższym okresie czasowym wręcz obniżać kompetencje zawodowe, poczucie własnej wartości, produktywność, czy wpływać na kompetencje społeczne. Do czego dążę… Mechanizm, który obserwujemy działa u wszystkich tak samo, tylko każdy z nas musi sam indywidualnie znaleźć swój “ szary tshirt”, który wprowadzi do swojej szafy bez uszczerbku na psychice.

Pytanie jednak brzmi nie jak go znaleźć, ale czy aby na pewno tego chcemy? Trzeba się liczyć z faktem, że outfit o takich właściwościach, jak już neutralizuje, to wszystko jak leci. Nie tylko sam poranny dylemat, ale także możliwość wspierania naszego potencjału, podnoszenia naszej atrakcyjności, pobudzania naszej produktywności i tak dalej. Powielanie codziennie tego samego outfitu można także zaliczyć już do silnie zakorzenionej potrzeby poczucia kontroli, a osobę która decyduje się na wprowadzenie takiego schematu do swojego życia najprawdopodobniej może mieć bardzo silną strefę komfortu, a nawet może to świadczyć o predyspozycjach do różnego rodzaju zaburzeń.

Nawyki i schematy siedzą w naszych szafach. We wszystkich szafach, nie tylko Marka. Niektóre mają swoje plusy nawet, ale większość z nich raczej blokuje nas bądź wspiera blokady, które w nas powstały. Dlatego właśnie powstał projekt profesor Karen Pine o nazwie Do Something Different, gdzie każdy uczestnik dostaje zadania mające złamać jego szafowe nawyki i obserwować co się będzie działo w ich życiu. Projekt jest niezwykły jak i jego efekty, pokazujące jak wyjście z ubraniowej strefy komfortu wpływa na wychodzenie ze stref na innych płaszczyznach naszego życia. Dlaczego  więc zamiast z niej wychodzić chcemy się dodatkowo w nią wpędzać bądź ją w sobie jeszcze bardziej wzmacniać?

Z tego błędnego koła jest jednak wyjście i rozwiązanie dla osób o większych potrzebach niż basic’owy tshirt, które sprawi, że  będzie wilk syty i owca cała. Jednak nie jest ono tak łatwe do wprowadzenia, jak zastosował to twórca Facebook’a. Mechanizm się zgadza, ogólny efekt finalny w postaci zneutralizowania ubraniowych dylematów też, jednak jego clue nie tkwi w “szarym tshircie” ani nawet w neutralnym outficie, a w stworzeniu szafy idealnie dostosowanej do naszych potrzeb życiowych, do naszego wewnętrznego wizerunku i do naszej figury. Nie musimy codziennie biegać ubrani tak samo, i najprościej jak się da by osiągnąć garderobiany spokój, którym cieszy się Mark. Wystarczy, że zbudujemy sobie szafę bazującą na ubraniach i zestawieniach, które są sprawdzone i sprawiają, że czujemy się w nich komfortowo. Wtedy #zuckerbergeffect ma szansę funkcjonować w naszej szafie na zdrowych zasadach. Jednak im więcej oczekujemy od życia, im wyższe cele sobie stawiamy, tym bardziej powinniśmy się stawać wymagający wobec naszej szafy. By wytłumaczyć jak sprostać temu wyzwaniu będę musiała przygotować chyba inną powiastkę. Życzę wszystkim spokoju w garderobie na tą otulającą nas ze wszech stron jesień.

 

Czy wiesz, że… Twoje lustro Cię okłamuje? O samoświadomości słów kilka.

Wszędzie wszyscy do znudzenia powtarzają “ Nie wiesz kim chcesz zostać? Zostań sobą!” albo moje ulubione “ Bądź najlepszą wersją samej siebie”. Współczesny świat tak bardzo podkreśla bycie indywidualnym, każda próba wzorowania się na kimś jest ganiona i piętnowana… Tymczasem sama Coco Chanel powtarzała, że “kopiowanie jest najwyższą formą uznania”…

 

W filmie “ Concussion” główny bohater, który jest wybitnym lekarzem mówi do swojej współlokatorki, która właśnie przyjechała z afryki do USA. “ Jeśli nie wiesz jeszcze kim chcesz być, znajdź sobie osobę która Ci imponuje i ją naśladuj”… Oczywiście zawsze najlepiej być sobą, ale co w sytuacji gdy nie wiesz właściwie kim chcesz być i jak chcesz wyglądać? Widzę ile osób właśnie w tym momencie się nastroszyło na to kopiowanie. Ale czy tak naprawdę, to inspirowanie się innymi i kopiowanie z ich stylu tego co nas ujęło nie jest już częścią nas?

Dlatego jeśli chcesz zacząć szukać siebie, najpierw znajdź kogoś kto Ci imponuje swoim stylem i spróbuj się utożsamić. To wiele Ci powie o Tobie. Naśladując czyjś styl poczujesz ile tak naprawdę chcesz z niego czerpać. Ile w tym jest Ciebie, a ile kogoś zupełnie innego. Granica tej inspiracji wyznaczy się sama w zupełnie naturalny sposób. To pierwszy fantastyczny krok do odnalezienia swojego indywidualnego stylu. Jednak zanim zaczniesz go szukać warto dowiedzieć się kilka rzeczy na temat tego jak funkcjonuje nasza psychika w temacie wyglądu.

 

Każdy z nas w mniejszym bądź większym stopniu ma skrzywiony obraz siebie.Tak wiem, jak to brzmi, ale to prawda. Jedni widzą swoje odstające uszy, inni są przekonani, że mają brzydkie kolana, jeszcze inni patrząc w lustro widzą wielki nos i małe oczy. Stąd też taka popularność operacji plastycznych, ale nie w tym rzecz 😉 Nikt nie widzi siebie tak doskonale, jak widzą nas inni z boku. Chodź jest to prawda trudna do przełknięcia, to my w środku nie mamy możliwości obserwacji siebie z różnych perspektyw. Dlatego,to jak wydaje nam się, że wyglądamy opiera się głównie na naszych wyobrażeniach. Te wyobrażenia są zbudowane z wielu różnych czynników. Właściwie ile osób tyle różnych puzzli budujących ich obraz siebie. Może nam się wydawać, że mamy wielką twarz, bo zawsze tak wychodzimy na zdjęciach albo, że jesteśmy grubi bo mama w dzieciństwie nam mówiła, że mamy duży brzuch bo jemy za dużo czekolady. Każdy sam jak się dłużej zastanowi nad sobą znajdzie odpowiedź na to dlaczego postrzega siebie tak czy inaczej. To właśnie jest skrzywiony obraz własnej osoby. I ten chochlik właśnie, siedzi też w lustrze. Pamiętacie program Goka Vana, który ubierał brytyjki? On zawsze kazał im się przyporządkować z figurą pomiędzy innymi kobietami, które pokazywał na zdjęciu. Każda kobieta, której zadał to zadanie, pokazywała siebie w zupełnie innym miejscu, niż realnie powinna się znaleźć. Nie wynikało to z ich braku lustra w domu, ale właśnie z posiadania lustra, któremu warunki dyktował ich skrzywiony obraz siebie. Ten właśnie chochlik bardzo blisko przyjaźni się z naszymi komplekasami, co chyba jest oczywiste. Wtórują sobie nawzajem jeśli się im tylko na to pozwoli. A jak się im pozwoli to potrafią skopać samoocenę solidnie.

 

Każdy z nas ma też w głowie obraz siebie idealnego, czyli to jacy chcielibyśmy być, co chcielibyśmy osiągnąć, jakie cechy charakteru chcielibyśmy posiadać i też oczywiście jak chcielibyśmy wyglądać. Bez względu na to czy jesteśmy intelektualistami, czy sportowcami, czy kimkolwiek innym, to jak widzimy siebie bądź jak chcielibyśmy widzieć siebie zależy od wielu czynników. W dużej mierze, obraz “siebie idealnego”, który budujemy opiera się na stereotypach lub podziwie. Mówimy tu o stereotypach, w ich dobrym odniesieniu np. Humanista może się kojarzyć z ekscentrycznym mężczyzną w długim płaszczu, który pali drewnianą fajkę. Jeśli taki obraz humanisty ma zakodowany osoba aspirująca do bycia nim, będzie ona dążyć do tego by wyglądać właśnie w taki sposób. Wynika to z tego, że będzie chciała być postrzegana w taki sposób przez innych ale przede wszystkim przez siebie. Im bliżej będzie swojego “ja idealnego” tym silniejsze będzie oddziaływanie tego jak wygląda na to jak się zachowuje ale o tym głębiej możecie przeczytać TUTAJ. Drugim aspektem na którym często opiera się budowanie naszego “ja idealnego” jest podziw. Każdy z nas w mniejszym bądź większym stopniu podziwia konkretnych ludzi. Podziwiamy ich za różne rzeczy, a im bliżej jesteśmy aspektu, który u danej osoby podziwiamy tym silniej chcielibyśmy się z tą osobą utożsamiać. Oczywiście na nasze “ja idealne” składa się dużo więcej czynników jak wychowanie, środowisko, marzenia, zainteresowania. Jednak wszystko to łączy się w spójną całość, która intensywnie oddziałuje na to jak wyglądamy.

 

Ja idealne przegrywa nieraz  ze skrzywionym obrazem siebie i kompleksami. Często zdarza się, że nasze “ja idealne” jest bardzo oddalone od naszego “ ja realnego”. Profesor Tory Higgins, który stworzył to właśnie rozróżnienie udowodnił w swoich eksperymentach, że im większa jest rozbieżność pomiędzy tym jak siebie postrzegamy a jacy chcielibyśmy być tym silniejsze i częstsze emocje negatywne, silniejsze tendencje do stanów depresyjnych, mniejsze zadowolenie z życia. Wynika to z faktu, że w naszej głowie pojawia się niesforny chochlik podpowiadający nam dużo głupstw. Że nie powinniśmy, że nie wypada, że się do czegoś nie nadajemy, że jesteśmy za niscy, grubi, chudzi, mamy za krótkie nogi, za długie stopy żeby się ubierać tak jakbyśmy chcieli. To jest nasza podświadomość, która gra w jednym zespole z kompleksami i skrzywionym obrazem siebie. Im bardziej się jej poddajemy, tym bardziej ukrywamy w sobie to jacy chcielibyśmy być. Argumentów za tym, dlaczego nie powinniśmy wyglądać tak a nie inaczej w naszej głowie zawsze jest masa. Natomiast przeciwko nim jest tylko jeden kontrargument. TO WSZYSTKO TO BZDURA! Bzdura! Te wszystkie bzdury budują w nas tak silny mur oddzielający nas od tego jacy chcielibyśmy być, że często nawet nie podejmujemy prób rozwalenia go, żyjąc w przekonaniu, że to co widzimy w lustrze to prawda. Nie. W lustrze widzimy to co, nasz skrzywiony obraz siebie chce żebyśmy widzieli. Oczywiście działa też to w drugą stronę, niektórych skrzywiony obraz siebie pokazuje im w lustrze chodzący ideał, ale o tym może innym razem 🙂

 

Nie chodzi o to żeby wyglądać jak Gwiazda, ale o to żeby czuć się jak gwiazda. Jak gwiazda grająca pierwszoplanową rolę w filmie, który jest waszym życiem.

Stacy London, znana stylistka, zajmująca się tematyką wpływu ubioru na poczucie własnej wartości, ma jedną fantastyczną dewizę “ Jeśli kochasz jakąś część swojego ciała, nigdy jej nie ukrywaj”. I nie chodzi o to, że prawdopodobnie ta część ciała skoro ją lubimy, to za pewne jest atrakcyjna, ale o to, że uwydatniając ją, my będziemy czuć się atrakcyjniejsi, wzrośnie nasze poczucie własnej wartości a to jest pierwszy krok to naszej zmiany nie tylko zewnętrznej ale i wewnętrznej. To jest pierwszy krok w walce ze skrzywionym obrazem siebie i pierwszy krok przybliżający nas realnych do tego wizerunku nas idealnych, który mamy w głowie.

 

Zmiana wizerunku jest procesem. Procesem, który zachodzi nie w wyniku zmiany wyglądu, ale w wyniku współgrania poszczególnych etapów zmiany wyglądu ze zmianami, które zachodzą w nas za ich pośrednictwem.Tor jaki przybiera nasza przemiana jest kierowany przez nas samych a jedynie wspomagany przez profesjonalistów jak fryzjer, stylista czy kosmetyczka.  Dlatego nie ufam tym wszystkim “Metamorfozom”. Nie wierzę, że ubranie Pani Kazi, która prowadzi kiosk, w sukienkę, szpilki, zmienienie jej koloru włosów i umalowanie a następnie zrobienie jej profesjonalnej sesji, odniesie trwały efekt. To jest nie możliwe. Dlaczego? Z prostego powodu. Pani Kazia, wróci do domu z podniesionym poczuciem własnej wartości, jednak na drugi dzień już nie założy szpilek tylko wróci do swoich adidasów sprzed metamorfozy, nie założy sukienki tylko wciśnie się w jeansy sprzed metamorfozy, a nową fryzurę zepnie w kucyk, bo tak jej wygodnie. Rok później”Metamorfoza” będzie tylko miłym wspomnieniem nie mającym nic wspólnego z tym jak będzie wyglądać. A wystarczyłoby nie zmieniać Pani Kazi w Panią dyrektor, a pokazać Pani Kazi jak może wyglądać super codziennie, w swoim prawdziwym życiu. Pokazać jej jak się ubrać tak by czuła się najpiękniejszą Panią Kazią pod słońcem. Nauczyć ją jak pracować nad swoim wizerunkiem i nad sobą, zamiast pokazywać jak układać loki, które w najlepszym wypadku zrobi po raz kolejny na wigilię.

Dlatego właśnie, aby wyglądać tak jak chcemy, aby być tacy jak chcemy trzeba sobie dać czas.Czas na to by każdy krok metamorfozy był zgodny z tym jacy jesteśmy, z tym jak wygląda nasze życie i czas na to by zakorzenił się w nas a nie tylko w naszej szafie. Ilość tego czasu zależy od tego jak silny jest mur w naszej głowie.

 

Oczywiście proces zmiany nie ma końca, a nasze “idealne ja” zmienia się wraz z nami podczas całego naszego życia. W wieku lat 30 widzimy siebie idealnego zupełnie inaczej niż 10 lat wcześniej czy za 10 lat. Jednak samo uświadomienie sobie tego wszystkiego co opisałam Wam powyżej jest gigantycznym krokiem w stronę pracy nad sobą, zarówno pod względem wewnętrznym jak i zewnętrznym. A każdy krok, który zmniejsza Waszą różnicę między “Ja realnym” a “Ja idealnym” jest nie tylko krokiem w stronę otworzenia się na dokonanie zmian w swoim wyglądzie ale przede wszystkim krokiem w stronę dobrego samopoczucia i samozadowolenia.

Bo przecież wszyscy wiemy, że “Droga jest celem…”

Processed with VSCO with a6 preset